piątek, 31 marca 2017

Podsumowanie marca - witaj wiosno!



No i w końcu mamy wiosnę Moi Mili :). Wreszcie trochę więcej słońca! Dobrze, że mi się udało z tego długiego przeziębienia wyjść - teraz aż szkoda by było w domu zakatarzonym siedzieć! No, chyba, że z dobrą książką ;). Ale już przechodząc do rzeczy...

Książki lekkie / na poprawę humoru:


Na dobry początek, "Był sobie pies" autorstwa W Bruce Cameron, czyli dobra, cieplutka, rozrywkowa powieść o psie, który po śmierci budzi się w kolejnych pieskich wcieleniach, cały czas stara się być "dobrym psem" i przy okazji szuka sensu pieskiego życia. 

Od razu przyznam, że bardzo mi spodobał ten, bądź co bądź - dziwny, temat. Pewnie po części dlatego, że uwielbiam tematykę reinkarnacji / podróży w czasie. Poza tym, tak jak w tej powieści - był kiedyś taki niezwykły pies, dla którego byłam centrum wszechświata. 

Jednak uwaga! - właśnie w związku z tematem, ta książka może się na początku wydawać trochę moralizatorska i nienaturalna w stylu. Warto jednak doczytać do końca. Druga połowa jest dużo lepsza, a i wszystkie wzruszające momenty są później. Polecam :). A i tak z ciekawości - zna ktoś może to Wydawnictwo Kobiece? Jakoś ich z innych książek nie kojarzę...



Dalej, zgodnie z licznymi rekomendacjami, dałam w końcu szansę Iwonie Czarkowskiej. Wybrałam młodzieżowe "Szarlotka pachnąca marzeniami" (Wydawnictwo BIS) i komediowe "Dama z kotem" (Replika)

"Szarlotka..." była taka jak jej okładka - zabawna, urocza i leciutka. Ot, o wakacyjnych przygodach, przyjaźni, znalezieniu swojego miejsca na świecie. Plus za ciekawą główną bohaterkę - o marnym wzroku, niesamowitym węchu, dużym apetycie i wielkiej wyobraźni ;).

"Dama z kotem" to zaś w skrócie bardzo lekka, kobieca komedia z wątkiem kryminalnym, osadzona w małej miejscowości o wdzięcznej nazwie Bangladesz. Występują: podejrzana Fundacja, gospodyni pensjonatu / muzeum, która przepadła bez śladu, liczne zwierzęta, Zuzanna - roztrzepana żona i matka / detektyw amator, Michał - jej rozsądny mąż lekarz, ich malutkie dzieci: strachliwy Jaś i odważna Małgosia, a także mieszkańcy Bangladeszu, którzy  z pewnością uważają ich za wariatów :D. 

Przyznam, że fani literatury skrajnie ambitnej mogą się w tych klimatach zupełnie nie odnaleźć. Zamieszanie od pierwszej do ostatniej kartki i komizm sytuacyjny, nie jakiś najwyższych lotów. Jednak jeśli tak jak ja - lubicie co jakiś czas przeczytać coś lekkiego i pozytywnego na poprawę humoru - to bez wyrzutów sumienia polecam. Nie trzeba też od razu szukać poprzednich książek - spokojnie można przeczytać tę komedię w oderwaniu od reszty serii.

Jak kogoś te lekkie tytuły interesują - odsyłam do filmiku :)


Dalej, "Geek Girl" Holly Smale, w wersji po angielsku. Myślę, że młodszym nastolatkom powinna się spodobać ;).


I już naprawdę porządna lżejsza książka fantasy, też po angielsku (teraz będę zaznaczać, bo biorę udział w wyzwaniu) "Touch of Power" Marii V Snyder. Nie spodziewałam się, że będzie aż tak wciągająca. Oczywiście, jak na taką książkę na pograniczu YA przystało, ma swoje wady (np. sposób budowania związków między bohaterami), ale myślę, że większość moli książkowych zobaczy w niej smakowity kąsek ;). Plusy - silna główna bohaterka z ciekawą mocą leczenia, dość dobra kreacja postaci, zgrabna i dość realistyczna fabuła i duuużo akcji. Do tego przejrzysty styl Autorki i równomierne tempo. Polecam szczególnie fanom "Wybranej" Naomi Novik, bo to coś bardzo podobnego :).

Podróżnicze:


I na koniec "Blondynka w kwiecie lotosu" Beaty Pawlikowskiej (National Geographic) , czyli książka podróżnicza o Himalajach, Tybecie i Sri Lance, z tematyką buddystyczną.

Pewnie już Wam to mówiłam, ale mam mieszane uczucia co do tej Autorki i jej książek. Kiedyś byłam jej ogromną fanką. Dalej uważam, że jest świetną pisarką dla ludzi, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z książkami podróżniczymi. Jej zapał do poznawania świata jest po prostu radośnie zaraźliwy :)! Co więcej, jej styl jest lekki, humorystyczny i obrazowy - co podkreślają barwne zdjęcia. To zupełnie co innego, poczytać sobie o kobietach w sari jak barwnych motylach, a co innego przeczytać i zobaczyć. I co jakiś czas dodaje te zabawne kreskówkowe autoportrety. Trzeba przyznać, gdy jest w dobrej formie, to jej książki bardzo dobrze się czyta.

Niestety, gdy już się o danym miejscu wie coś więcej, jak się czyta o różnych punktach widzenia, może jak się ma światopogląd dojrzalszy, to pewne rzeczy irytują po prostu. Np. w tej książce, w części o Himalajach i Tybecie - Autorka tak się na zabój zakochała w tamtejszych kulturach, że wad nie widzi. I ględzi o tym, jak ludzie są szczęśliwsi bez skażenia nowoczesnością itd. Jest to takie strasznie... no, jak ten motyw szlachetnego dzikusa.


Kończąc już, w marcu udało mi się też trochę wieczorków gier w grafik wcisnąć, więc pełnia szczęścia :). Bez tego okropnego przeziębienia, to nawet parę partyjek wygrałam :D. Na zdjęciu Boggle - gra słowna, w której na początku się te kostki literki strasznie głośno pod plastikową kopułą miesza, a potem się z nich na czas układa słowa. A poniżej barwna "Jamaica" :) - lekka, wyścigowa gra o tematyce pirackiej :). I tyle :). Do zobaczenia w kwietniu!

0 komentarzy:

Prześlij komentarz